Dziadkowozem na co dzień vol. 2

No tak, dawno nic nie pisałem. Ogrom zajęć i obowiązków robi swoje – można by rzec „proza życia”.  Dziś mijają jednak dwa lata od wpisu „Dziadkowozem na co dzień”, w którym pisałem o jeździe takim pojazdem… na co dzień 😉  Czy moja opinia zmieniła się przez ten czas? Och, tak, a jakże…

To nie jest też tak, że nagle stwierdzam, że wszystko jest be, niefajne i w ogóle weźcie zabierzcie tego Poloneza ode mnie, bo ja już nie chcę, o nie. No bo tak, nadal jeżdżę Polonezem, choć obecnie robię nim zdecydowanie krótsze trasy (choć czasem kilka razy dziennie). Uważam jednak, że czasem warto przyjrzeć się niektórym kwestiom z perspektywy czasu i z pewnej odległości, bo dzisiaj do wieku kwestii podchodzę zdecydowanie… inaczej.

Ale o tym później, na początek może to, co pozostało niezmienne. Polonez (jak i wiele innych dziadkowozów) teoretycznie bije na głowę inne pojazdy jeśli chodzi o koszty eksploatacji. Mimo tego, że obecnie pali ok. 11 litrów gazu na 100 km jazda nim jest nadal zdecydowanie bardziej opłacalna niż jazda busem 😉 i trochę bardziej opłacalna niż jazda naszym „rodzinnym” Sceniciem, choć tu te granice trochę się zbliżyły ze względu na koszty gazu, ON, dość wysokie spalanie Poldka i w sumie niezmienne Scenica (ostatnio w trasie ok. 6,3l ON / 100 km) – kalkulacje możecie zrobić sami.

Trochę inaczej patrzę teraz natomiast na samą kwestię serwisowania, awaryjności, czy części. To nie jest tak, że nagle dostałem cegłą w głowę i jeżdżę z byle pierdołą do ASO bo sam nie umiem zrobić, co to to nie 🙂 Trzeba jednak przyznać, że są rzeczy, które w Polonezie potrafiły mnie… zaskoczyć, bo niestety Polonez – jak spora część typowych dziadkowozów – ma swoje fochy. Na przykład podczas przeglądu nagle część oświetlenia przestała działać (po wyjechaniu od diagnosty światła oczywiście zaczęły działać jak gdyby nigdy nic). Poldek raz na jakiś czas lubi też bez wyraźnego powodu rzucić palenie 😉 o dymiącej niekiedy instalacji elektrycznej nawet w sumie nie wspominam… 😉

Oczywiście to są często drobiazgi, pierdoły, które jednak czasem składają się w kumulację, która potrafi tak mocno zdenerwować, że człowiekowi się odechciewa. Jakiś czas temu na facebooku mogliście zobaczyć fotkę Poloneza na lawecie – tak, raz zdarzyło mu się wrócić na tarczy. Przyczyny awarii były dwie – można by rzec, że banalne! Jeden wężyk podciśnienia spadł z króćca, a do tego spaliła się cewka. I stało się to oczywiście w niedzielę, 50 km od domu, o tyle dobrze że na parkingu. Ot, auto zrobiło 50 km i stwierdziło że cewka to już chyba jest stara i wypadałoby żeby padła 😉 Sama część nie była nie wiadomo jak droga, ale jej wymiana była na tyle upierdliwa, że nie wiem, czy wygodniej nie byłoby wyjąć silnika i włożyć 1.4 Rovera 😉

We wpisie sprzed dwóch lat pominąłem jeden jakże ważny aspekt dotyczący dziadkowozu – komfort podróżowania!

No bo tak, na pewno Polonezowi (nawet Caro Plus, choć trochę mniej 😉 ), Skodzie (105 czy Favorit), czy Ładzie którą widzicie na miniaturce nie można odmówić wygody podróżowania. Może nie jest to szczyt komfortu, ale nigdy nie narzekałem na dłuższe podróże Polonezem czy Skodą (nawet pomimo braku zagłówków w 105). Nie można im również odmówić genialnej widoczności w świetnie przeszklonym nadwoziu – coś, czego dzisiejsze samochody po prostu nie mają, a widoczność w nich jest po prostu słaba.

Ale co z tego, skoro w moim odczuciu komfort podróży tymi samochodami spada drastycznie do zera w odniesieniu do aktualnych temperatur. Dla mnie podróż autem, w którego wnętrzu panuje 60-stopniowy gorąc (mam termometr 😉 ) jest po prostu męcząca. Fakt faktem, Polonez ma naprawdę dobry system wentylacji, ale niestety nie dorówna on nigdy jakiemukolwiek sprawnemu systemowi klimatyzacji. Ten problem nie istnieje oczywiście zimą, a sporo dziadkowozów ma dość wydajne systemy ogrzewania. Pojawia się tu jednak inny problem – coraz częściej żal używać tych dziadkowozów w zimie…

Tak więc – czy dziadkowozem da się jeździć na co dzień? Oczywiście, że tak. Czy jest to dla każdego? Oczywiście, że nie. Czy dziś wybrałbym Poloneza jako auto na co dzień, na dojazdy do pracy? Trudne pytanie. Nie mogę powiedzieć, że Polonezem jeździ mi się źle, bo bym skłamał. Jednocześnie coraz częstsze awarie sprawiają, że czasem boję się wyjechać w dłuższą trasę – istnieje spore ryzyko, że nie wrócę o własnych siłach. Cóż, wiek auta robi swoje. Dziś chyba jednak jako auto na co dzień wybrałbym samochód „młodszy” technologicznie, na pewno wyposażony w klimatyzację, a Poldka wykorzystywałbym jako auto weekendowe. Ot, postęp zawitał i do Garażu Dziadka… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.