Syrena R20

Na blogu miałem pisać w zasadzie tylko i wyłącznie o swoich samochodach, jednak już na początku pierwszym „wyłamaniem” się był Caro Plus, którym jeździłem na co dzień (i w sumie planuję do tego wrócić 😉 ). Dziś wyłamię się drugi raz i przedstawię pickupa, dzięki któremu naprawdę pokochałem stare samochody…

Początkowo wpis miałem zacząć od czegoś w stylu „dawno nie pokazywałem co nowego w Syrence”, ale zorientowałem się, że o tym samochodzie nie pisałem tu… nigdy – najwyższy więc czas by uporządkować jego historię 😉

Wszystko zaczęło się w okolicach sierpnia 2011 roku od… poprzedniego auta – Opla Corsy A – którego miałem długo i włożyłem w niego mnóstwo pracy i sił. Niestety, jeździłem nim też dłuższy czas na co dzień, co przyczyniło się do ogólnego zużycia pojazdu (ach ta korozja w Oplach!). Zwieńczeniem tego był dzwon (wjechał we mnie… inny Opel), ostatecznie mając drugie auto Corsę sprzedałem, tym razem bez zamiaru kupna innej „zabawki”. Wytrzymałem… krótko, bo już we wrześniu 2011 dowiedziałem się, że niedaleko stoi „ciekawa Syrena”, miała też w miarę ogarniętą papierologię. Nie było innej rady – ostatecznie na podwórku pojawił się potwór w postaci Syreny R20.

W dniu zakupu…

Zaczęło się mozolne rozbieranie, oglądanie, fotografowanie i katalogowanie… wszystkiego. Czas płynął, a moje życiowe plany kilkukrotnie się zmieniały, więc i kwestia Syreny spychana była na dalszy plan. Ostatecznie w 2015 roku Syrenę przekazałem ojcu, w zamian za PF 126p z 1985 roku.

To nie tak, że miałem słomiany zapał, że byłem (czy jestem) kimś w stylu „nie sprzedam będę robił!”. Można za to powiedzieć, że częściowo porwałem się z motyką na księżyc, mając zerową wiedzę techniczną, skromny budżet i słabe zaplecze narzędziowe i lokalowe. Niemniej jednak ta Syrena przez te lata ciągle żyła w mojej głowie, więc ciągle zdobywałem nowe części – nawet jak już należała do taty 🙂 Cały czas było więc to, co najważniejsze – ZAPAŁ.

Zresztą, ojciec też musiał „dojrzeć” do tematu Syreny. Oczywiście cały czas wspierałem go i mu pomagałem – dlatego prace nad nią ruszyły tak naprawdę już w 2016 roku. Coś zaczęło się dziać – została wyremontowana rama, zregenerowany został układ hamulcowy, no i zaczęły się prace nad nadwoziem…

Rama
Układ hamulcowy i wydechowy

…i to tylko po to, by znów zamrozić temat na prawie 3 lata. Niestety, życie znów pokrzyżowało nam plany i Syrena musiała zaczekać na swoją kolej. Ale doczekała się! Zajął się nią Darek, nasz przyjaciel, który pomagał mi zresztą przy Skodzie 🙂

W ten sposób docieramy do „dnia dzisiejszego”. Zakończyły się prace blacharskie w tylnej części nadwozia, przeniosły się zaś do przodu auta. Chcemy niebawem uruchomić silnik. Co się uda – czas pokaże. Poniżej aktualne fotki 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.