Jestem wygodnicki, bo jeżdżę Audi – krótki test A3.

Ostatnio dowiedziałem się o sobie pewnej rzeczy. Ponoć – jak twierdzi mój serdeczny przyjaciel – przepadłem. Stałem się jednym z tych, którzy za wszelką cenę dążą do wygód za kierownicą. Na dodatek jestem też – mówiąc delikatnie – „mięczakiem”, bo stawiam na komfort, a nie jazdę prawdziwym autem. A wszystko to przez moje „nowe” daily – Audi A3 8L z 1998 roku…

Padło przy okazji wiele „argumentów”, mających zdeklasować mój „nowoczesny hurr wygodny i zbyt skomplikowany durrr” pojazd na rzecz pojazdów dla prawdziwych motomaczo jak Polonez Caro czy Skoda Favorit.

No nie za bardzo.

Oczywiście to też nie jest tak, że już nie lubię gratów, a na blogu zaczną pojawiać się teraz wpisy w stylu „Wielki test – zobacz jaka gaśnica najlepiej sprawdzi się w Twojej Fabii!” (choć i taki test mógłby być co najmniej widowiskowy :D). Sęk w tym, że potrzebowałem w miarę taniego w zakupie i eksploatacji, a jednocześnie mało problematycznego daily.

I tak – zupełnym przypadkiem – trafiło się Audi.

To nie jest tak, że uważałem np. Favorit czy Felicię za złe auta. Nie widziałem natomiast sensu ciśnięcia 100-150 km by koniec końcem odpuścić albo kupić totalny złom, bo „skoro już pojechałem to szkoda wracać bez niczego”. Dlatego zawęziłem poszukiwania do benzyniaków w budżecie do 4.000 zł, max 30 km od domu i tak trafiła się A3. A skoro jest – to czas na krótki test 🙂

Generalnie jeśli mówimy o pierwszej generacji A3, to ciężko znaleźć jego poprzednika. Jeśli szukać na siłę, to trzeba cofnąć się do lat 70-tych. Audi 50 było typowym miejskim kompaktem, sprzedawanym zresztą przez VAG również w uboższej wersji jako VW Polo pierwszej generacji. Zresztą, z tego powodu dość szybko zrezygnowano ze sprzedaży tego samochodu jako Audi (zbyt mocno wpływało na sprzedaż VW). W latach 80 i na początku 90 Audi skupiało się głównie na większych, droższych pojazdach, jako marka premium. Do mniejszych samochodów Audi wróciło dopiero w 1996 roku, prezentując A3 pierwszej generacji.

„Panie, ale to kiedyś to były ładne auta, a później to same brzydkie.”

Nie da się ukryć, że z zewnątrz Audi A3 8L nie poraża stylistyką. Owszem nie jest brzydkie, ale nie porywa niczym. Jest do bólu poprawne i spójne ze stylistyką Audi z tamtego okresu. Muszę przyznać, że zdecydowanie ciekawiej wyglądał („bliźniaczy”) Seat Leon pierwszej generacji (czego nie mogę powiedzieć o równie „bliźniaczym” Golfie IV).

No dobra, z tyłu wygląda trochę lepiej, zwłaszcza w wersji 3-drzwiowej. Niestety, rok później zaprezentowano również wersję 5-drzwiową, która po prostu wygląda słabo.

No ale przecież liczy się wnętrze.

W czasie jazdy patrzymy na to jak samochód wygląda w środku, a nie na zewnątrz. I tu muszę przyznać, że Audi pod tym względem… nie jest takie złe. Znów jest poprawnie, na pewno znacznie lepiej niż w Golfie IV. Spasowanie jest bardzo dobre i nie ma jakiegoś nadmiernego trzeszczenia mimo 22 lat na karku. Samo wnętrze w moim egzemplarzu jest bardzo ładnie zachowane, wystarczyło drobne czyszczenie i jest naprawdę przyjemnie. Jedyny minus to fotel kierowcy, ale przy tym wieku, chyba nie ma co się dziwić.

Jestem bardzo zadowolony z komfortu podróży – choć z drugiej strony mnie niewiele trzeba, bo wygodnie jeździ mi się nawet moją Skodą 105 🙂 No cóż, na pewno jest zdecydowanie wygodniej niż w Caro Plus (też z 1998 roku) mojego ojca 😉

Na odczucia w czasie jazdy ma też wpływ silnik. Tutaj to wolnossąca benzyna 1.8 o mocy 125 KM. Mimo 22 lat, nadal całkiem sprawnie ciągnie całkiem lekką budę do przodu.

A co do kosztów eksploatacji, to nie są one takie straszne.

Ogrom części jest wspólna w A3 8L/Golfie IV/Leonie I, są na każdym złomowisku i w każdym sklepie motoryzacyjnym – często dostępne od ręki.
Ceny części eksploatacyjnych nie różnią się zbytnio od gratów np. do Felicii, a samochód naprawi za grosze każdy mechanik, bo znają te samochody i silniki na wylot.

Zupełnie inną kwestią jest spalanie. Przy normalnej jeździe szosa/miasto raczej ciężko jest zejść poniżej 9 l/100 km, choć i tak uważam, że to niezły wynik. Ewidentnie przydałaby się instalacja gazowa – pożyjemy, zobaczymy…

„No ale te moduły komfortu, elektryka…”

I tu znów – nie przesadzajmy. Owszem, większość A3 ma klimatronik, istnieje też moduł komfortu, ale po pierwsze nie są to rzeczy strasznie awaryjne, po drugie – nie przesadzajmy z ich skomplikowaniem. To nie Renault (a coś o tym wiem 😀 ) czy Alfa, że elektryka żyje swoim życiem. Sam moduł komfortu w Audi odpowiada raptem za centralny zamek i domykanie szyb…

Ogólnie A3 8L nie jest złe na daily, nawet przedlift. Na dodatek w moim przypadku niejako „wróciłem do korzeni” i przypomniały mi się czasy mojej Corsy A, w której sporo grzebałem z czystej przyjemności, jednocześnie dokładając parę ciekawych udogodnień. Coś czuję, że i w A3 zacznę grzebać niebawem… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.